Staram się żyć normalnie,
codziennie dostając pierdolca.
Nie rozglądam się na boki,
idąc tą pustą ulicą.
Za dużo wspomnień z Tobą,
za dużo piosenek...
Choć muzyka mnie cieszy,
żaden walc liryczny
nie bije pięknem, jak wtedy gdy z Tobą był słuchany.
Staram się żyć normalnie,
wspólnych nocy próbuję nie pamiętać;
chociaż wiem, że nie potrafię.
Jak stare melodie
uparcie powracają, niszcząc sen.
Codziennie idąc pod wiatr,
słyszę Twój szept:
nieistniejący, mało dokładny...
Jeszcze żyję, czy to śmierć już?
Staram się nie- żyć normalnie
jak każdy porządny trup.
Ileż można umierać?
Codziennie na nowo, jakby feniks?
Jeśli mam nim być,
dajcie mi skrzydła czerwone!
Odlecę, ucieknę do Szeolu!
Zostanę tam gdzie moje miejsce,
nie będę niszczyć tej Ziemi.
Staram się nie- żyć normalnie,
ale ktoś mi to wciąż utrudnia.
Może to po prostu ja?
Pogubiony, martwy... ktoś.
Ktoś próbujący poukładać
swoje nie- życie spisane
w kilkuset wersach,
gdzie jego kawałek świata,
nie- żyje dłużej niż ja...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz