Boi się wyjść z siebie
I spojrzeć na lasy
Na orły na niebie
Zapomnieć się
Po wszystkie czasy
Dać się porwać muzyce zawietrznej
Na drzewach grającej
Z syczeniem żmii
Ofiarę gryzącej
Okrutnie samotnie
W za ciemnej jasności
Wyjść z siebie
Bez strachu
I otworzyć oczy beznadziejności