zima przerywa milczenie
kazdy ciagnie nosem
jak w kolejce do przychodni
siorbie herbate z cytryna i miodem
zdejmuje swetry az iskrzy
i mowi: witaj pani zimo
bogini sniezna niedobra
ale piekna gdy puchem przykryjesz galezie
a oczy wzniesiemy ku niebu
i patrzac na platki sniegu
znow na wspomnienia nas wezmie
w oczekiwaniu na wiosne
poniedziałek, 17 grudnia 2012
czwartek, 29 listopada 2012
Słońcem lipca podniecony...
Hura, wyciągnijmy szable!
i wznieśmy w górę sztandary
w górę leć orle biały
oto nadchodzi dzień chwały!
do pasa przywiążmy
pałasz zardzewiały
z obowiązku się wywiążmy
mózg kulami przeorany cały
znów okrwawimy bandaże
amputujemy parę nóg
nam niestraszne obce straże
i mądrzejszy od nas wróg
gdy zemrą młodzieńcy
na szczycie barykady
na Sybir pójdą straceńcy
a mędrcy udzielą rady
my udamy się na emigrację
do Paryża, Londynu, czy Rzymu
by zebrać tam owację
rewolucyjnych sukinsynów!
Wszystko jedno byle prać!
i wznieśmy w górę sztandary
w górę leć orle biały
oto nadchodzi dzień chwały!
do pasa przywiążmy
pałasz zardzewiały
z obowiązku się wywiążmy
mózg kulami przeorany cały
znów okrwawimy bandaże
amputujemy parę nóg
nam niestraszne obce straże
i mądrzejszy od nas wróg
gdy zemrą młodzieńcy
na szczycie barykady
na Sybir pójdą straceńcy
a mędrcy udzielą rady
my udamy się na emigrację
do Paryża, Londynu, czy Rzymu
by zebrać tam owację
rewolucyjnych sukinsynów!
Wszystko jedno byle prać!
| Ludwik Mierosławski, bohater wiersza |
sobota, 24 listopada 2012
Ad Aequivocatio
Choć słowa nie dotrzymać szpeci kawalera,
widać wśród nas mężów, panów takich wiela,
którzy słowa mają w zbytkowej ilości
i dzielą się nim z każdym według ich wielkości
na treści nie zważając i nie patrząc na nie
co niosą ze sobą, jakie mają zdanie,
by ich wiek ocenić nie podnoszą wzroku,
od myślenia nad nimi trzymają się z boku
stąd wszelako widać, że są *nic nie warci,
przy swojej szpetocie jak osły uparci.
widać wśród nas mężów, panów takich wiela,
którzy słowa mają w zbytkowej ilości
i dzielą się nim z każdym według ich wielkości
na treści nie zważając i nie patrząc na nie
co niosą ze sobą, jakie mają zdanie,
by ich wiek ocenić nie podnoszą wzroku,
od myślenia nad nimi trzymają się z boku
stąd wszelako widać, że są *nic nie warci,
przy swojej szpetocie jak osły uparci.
sobota, 27 października 2012
Za pagórkiem...
Tam nie ma godziny
Pierwszej, ostatniej
Bezmiarem się mierzy
Bezkresne bycie
Swą izbę tam znajdzie
Tokarz, nauczyciel
Ten któremu świat wypomni
Złodziej, straszny złoczyniciel !
A nie każdy drogę zna
Choć prosta
Nie jest prosta!
I nie każdy przejść podoła
Jak spisane plany gdzieś.
Więc zacznę tu i dziś!
czwartek, 25 października 2012
Jesienna obawa
Firanka dziurawa w kwiatki
Wisi
But na stole z kokardką
Bez ruchu
Obawa to pewna jak śmierć
Przyszła
Kwiatki to ostatnie w tym roku
Za oknem
Lecz nadziei na kolejne
Pachnące
Dodaje firanka kolorami liści
Przeszyta
Jesień rudym gościńcem...
spadające jesienne liście,
jak nastrój dnia codziennego,
radość poranna odpływa
jak soki żywotne z drzewa
mżawka, co łzy zostawia
na twarzach przechodniów
kolor źrenic wytrąca
szara chmura bez końca
tęsknota za dziewczyną,
czy za piękną pogodą?
za oczami tej jedynej,
czy głowy słońcem ruszonej?
nieubłagana natura melancholii
przyrodniczej, a może życiowej
nieznana chęć żalu wylewania:
jesieni wierszem smutku opisania.
Źródło zdjęcia: http://www.garnek.pl/satpaw/7757773/szara-ponura-jesien
niedziela, 7 października 2012
Kolejny wiersz o jesieni
jesień
nie pytam już o nic
choć dociekam jesieni
wręcz palę się do niej
dotykam jej dłoni
i w trawie
gdzie łąka gdzie zieleń
nie ma już trawy
zabawy najmilszej
a gruszki w popiele
żółtawe
są listy lub w oknach
firanki pożółkłe
o szyby deszcz dzwoni
i dzisiaj też zmokłaś
zostaną
na trochę nie długo
westchnienia las słowa
aż skończy się jesień
zimową szarugą
Przymorska jesień
poniedziałek, 17 września 2012
Kultura, albo przemyślenia o piątej nad ranem
Czemu ojczyste słowo obrażam
I kalam się słowem przebrzydłym?
Czyżbym jak wszyscy równał?
Czemuż tylko w dół?
Czemu w dresie do świętego przybytku
Wejść się odważam bez westchnienia?
Ono dopiero później się pojawić może zechce,
Ale wtedy już za późno będzie.
Gdzie się podziała elita nasza
Co słowo z wyglądem zacnie łączyć umiała?
Kto dziś mi ją zastąpić może
I drogę po meandrach wskaże gdy poproszę?
Bo nie jest łatwo, gdy w sercu uczucie,
Że choć nie wiem jak być powinno.
To w jakiś sposób wciąż stwierdzić umiem,
Że źle jest.
Czy to wychowanie w historii kulcie,
By bohatera czcić nie tylko za czyn ostatni
Najlepiej ze wszystkich spamiętany,
Ale za całokształt postawy?
Bohatera teraz już nie ma.
Wraz z elitą dawno znikł.
A góry wciąż zostały przed nami.
Tylko przewodnik ze szlaku gdzieś znikł.
I kalam się słowem przebrzydłym?
Czyżbym jak wszyscy równał?
Czemuż tylko w dół?
Czemu w dresie do świętego przybytku
Wejść się odważam bez westchnienia?
Ono dopiero później się pojawić może zechce,
Ale wtedy już za późno będzie.
Gdzie się podziała elita nasza
Co słowo z wyglądem zacnie łączyć umiała?
Kto dziś mi ją zastąpić może
I drogę po meandrach wskaże gdy poproszę?
Bo nie jest łatwo, gdy w sercu uczucie,
Że choć nie wiem jak być powinno.
To w jakiś sposób wciąż stwierdzić umiem,
Że źle jest.
Czy to wychowanie w historii kulcie,
By bohatera czcić nie tylko za czyn ostatni
Najlepiej ze wszystkich spamiętany,
Ale za całokształt postawy?
Bohatera teraz już nie ma.
Wraz z elitą dawno znikł.
A góry wciąż zostały przed nami.
Tylko przewodnik ze szlaku gdzieś znikł.
piątek, 14 września 2012
ha, ha!
śmieję się z ludzi
ze świata bo śmieszą
mnie myśli i wiersze
gesty i słowa
i każda mądra głowa
ze świata bo śmieszą
mnie myśli i wiersze
gesty i słowa
i każda mądra głowa
Koszyk
Dajno, pożycz,
Podziel trochę.
Proszę o zaledwie koszyk.
To nie dużo, sama wiesz…
Taki mały wiklinowy
Co w Sobotę zdobisz go
Jestem przecież taki biedny
Że o więcej nie śmiem chcieć
Bo gdy zechcesz zwrotu w koszu
To nie oddam Ci wszystkiego
No bo nie stać będzie mnie.
Nawet nie wiem o co proszę…
To żałosne – i to wiem.
Ale liczę na tę chwilę
Że miłości koszyk mały
Mogę w ręku zaraz mieć.
piątek, 7 września 2012
Effatha
Boi się wyjść z siebie
I spojrzeć na lasy
Na orły na niebie
Zapomnieć się
Po wszystkie czasy
Dać się porwać muzyce zawietrznej
Na drzewach grającej
Z syczeniem żmii
Ofiarę gryzącej
Okrutnie samotnie
W za ciemnej jasności
Wyjść z siebie
Bez strachu
I otworzyć oczy beznadziejności
poniedziałek, 20 sierpnia 2012
- > J.
nie wiem sam jak wielkie we mnie pustynie
w lewym tylko boku lekki ucisk znoszę
przestałem już myśleć czy to w ogóle minie
wszak nie stanę się nigdy bezkresnym morzem
na uwadze zachowam tak wielką sprawę
bo zawsze chciałem trwać obok pomnika
lecz zaraz wyruszę w przygodę w zabawę
z której radość wszelka w jednej chwili znika
czym więc wędrówka zabawą czy służbą
na próżno szukałem środka złotego
oraz pogańskim ulegałem wróżbom
nie brałem przykładu z masywu górskiego
który zapuścił korzenie w wieczności
wobec powszechnej nieszczęśliwości
w lewym tylko boku lekki ucisk znoszę
przestałem już myśleć czy to w ogóle minie
wszak nie stanę się nigdy bezkresnym morzem
na uwadze zachowam tak wielką sprawę
bo zawsze chciałem trwać obok pomnika
lecz zaraz wyruszę w przygodę w zabawę
z której radość wszelka w jednej chwili znika
czym więc wędrówka zabawą czy służbą
na próżno szukałem środka złotego
oraz pogańskim ulegałem wróżbom
nie brałem przykładu z masywu górskiego
który zapuścił korzenie w wieczności
wobec powszechnej nieszczęśliwości
piątek, 10 sierpnia 2012
prosty - maryjny
w Jej oczach zawsze zrozumienie
dla człowieka nie najprostszego
godzinami cierpliwie
jaka modlitwa
dla człowieka nie najprostszego
godzinami cierpliwie
jaka modlitwa
środa, 1 sierpnia 2012
Młode dłonie pachnące benzyną
Zamiast na przerwę, wybiegli na ulice,
by rzucać - nie piłkami lecz benzyną.
Bezsilni z nadzieją, heroiczni z parą,
nabojów, które zabrali swym mordercom.
W szumie skrzydeł niebielonych orłów
i gwizdów rodem nie z boiska.
Z swojej młodości podnieśli barykady,
piórniki zamieniając na bagnety.
Przyszli architekci wśród wiekowych ruin,
prawnicy pośród nieznanego bezprawia,
muzycy w symfonii wystrzałów i krzyków.
Oni to swą krew przelali,
w bohaterskim bezsensie.
Niech nigdy nie będą zapomniani
w narodzie osieroconym przez się.
Casanova
Kiedy obów wdzieję skórny
Cylinderek, surdut, pas
Niech się za mną dziewki patrzą
Wszak się nie ma czego bać
Ja to z damą każdą zmówię
Jam kulturny i mam gest
I całusów nie odmówię
Choć polecieć mogę w strzęp
Lecz niestraszne mi te migle
Salsa porwie mnie z kolejną
I nad ranem skończym figle
Pod słoneczną już banderą
niedziela, 22 lipca 2012
Y
Na wezbranie myśli jak potok czystej,
Czekam.
Przez drogę drzewami natężoną.
W śpiewie nie znam nuty pierwszej.
Głuchnę.
Przez szum pokusy najdzikszej.
Letnim listkiem zakrywam zmysły,
Przymierzam do ławki dłoń zwilżoną.
Tak tęsknię do mojej letniej ciszy.
Gdy była w kapliczce nienaruszoną.
X
nie znam takiego ...
co umie powstrzymać
stałe wpatrywania
bez przerywania
każdy zadaje pytania
te same a boi się zrozumienia
i wyglądamy różnych dróg
wtedy zostaje niepewność
ale mi najlepiej kiedy
nie muszę ważyć "ulotnych warg splotów"
kiedy to nie ma znaczenia
nie chodzi o grzech czy o honor
ani o plotkę nie chodzi
tylko by nie wpaść do wody
co umie powstrzymać
stałe wpatrywania
bez przerywania
każdy zadaje pytania
te same a boi się zrozumienia
i wyglądamy różnych dróg
wtedy zostaje niepewność
ale mi najlepiej kiedy
nie muszę ważyć "ulotnych warg splotów"
kiedy to nie ma znaczenia
nie chodzi o grzech czy o honor
ani o plotkę nie chodzi
tylko by nie wpaść do wody
wtorek, 26 czerwca 2012
Freedom
Zasiali górale żyto
I nie wiedzą co z nim począć
Przybyli ułani podeptali zboże
Końskimi kopytami patrzą w przyszłość
Metalowe podkowy noszą ślady ziaren
Chodem zwiewnym wdeptują je dalej
Stare wino szybciej uderza do głowy
Czarne zorze na gniadym koniu
Szukają małego raju w zaciszu Hawajów
Wina, wina, wina dajcie!!
Dlaczego przed mem obliczem je chowacie?
--------------
Piszemy trudne słowa uderzając piórem o pergamin czasu
Śmieję się z poezji zwłaszcza z Mickiewicza
Jeszcze Ona nie zginęła… bo przyjdzie dopiero ta godzina
Gdy aqua vitae bliżej skapnie
Nie zostanie nawet kropli na dnie
Kiedy siedzę nad nią snadnie
Mucha tylko w głębię wpadnie
Lecz to chyba nie jest mucha…
Co zostaje w wódce na dnie…
Jaś Kanty także to pisał!
środa, 20 czerwca 2012
czasy
z czasem zabraknie ostatniej kropli oleju w głowie
ostatniej joty rozumu
ostatniej kreski pamięci
i rozproszą nawet cień relikwiarzy
rzecz ważniejsza zagóruje nad cnotami
dzieci wydawać będą ustawy
nieustający śmiech rodziców
szybkie odejście starych bab
wolność słowa bez ubrania
szczęście powszechnej przyjemności
ta równość widoczna tylko gołym okiem
ale o to nam przecież chodziło
ostatniej joty rozumu
ostatniej kreski pamięci
i rozproszą nawet cień relikwiarzy
rzecz ważniejsza zagóruje nad cnotami
dzieci wydawać będą ustawy
nieustający śmiech rodziców
szybkie odejście starych bab
wolność słowa bez ubrania
szczęście powszechnej przyjemności
ta równość widoczna tylko gołym okiem
ale o to nam przecież chodziło
niedziela, 10 czerwca 2012
Diagnoza
tak jak ja - szukasz ekstazy
rysujemy granice przesuwamy
miękkim grafitowym ołówkiem
dokąd zaprowadzi nas to złudne pragnienie
do nieba czy do arkadii
niesubtelna różnica
wyidealizowany przedmiot kłótni
takie już jest
nasze ciasne eM
więc znów bierzemy do ręki magiczny ołówek
albo wlejemy w siebie największe bzdury
z gazet książek telewizji
chcemy na chwilę poczuć beztroską samowolę
nieświeży poranny marazm
automatyczny
rysujemy granice przesuwamy
miękkim grafitowym ołówkiem
dokąd zaprowadzi nas to złudne pragnienie
do nieba czy do arkadii
niesubtelna różnica
wyidealizowany przedmiot kłótni
takie już jest
nasze ciasne eM
więc znów bierzemy do ręki magiczny ołówek
albo wlejemy w siebie największe bzdury
z gazet książek telewizji
chcemy na chwilę poczuć beztroską samowolę
nieświeży poranny marazm
automatyczny
piątek, 8 czerwca 2012
Wizja
Wsiedli na koń i pognali
Czując wicher w płucach
Kiedyś rybka w kałuży
Kiedyś powietrze – ach!
Setki leci tradycyjnie
Zgodnie z rytmem obór, stajni
Zgodnie z rytmem piania kur
Czas wszystkiemu w krew był wryty
Żyli oni…
Tak jak dziad mój
Jak pra wuj!
Wsiedli w auto pojechali
Trując siebie w papierosach
Skrzydła w boki rozpostarli
Lecą z maseczkami na nosach
Za lat chwilę
Mało snu
Dziwiąc się wolnemu dniu
Tak jak wnuczek
Jak pra wnuk!
czwartek, 7 czerwca 2012
Conradshammer
gdzie jesteś Wiosko,
pałaców, dworów i młynów?
gdzie Twoje parki i alejki,
gdzie teatr skryty za drzewami?
gdzie płyną teraz Twoje potoki?
gdzie spacerowicze na Cesarskiej Ścieżce
i huk kowadeł w conertowskiej kuźni?
dlaczego człowiek zniszczył, co sam budował?
czy tylko dlatego, że w twardszym języku?
zastąpił dwory szafami z betonu,
osuszył stawy, pozamykał młyny.
I pozostali ostatni świadkowie:
drzewa, młyn IV, pawilon parkowy.
niemi, ale wymowni piękna Przymorza,
gdy zwało się jeszcze Conradshammer.
pałaców, dworów i młynów?
gdzie Twoje parki i alejki,
gdzie teatr skryty za drzewami?
gdzie płyną teraz Twoje potoki?
gdzie spacerowicze na Cesarskiej Ścieżce
i huk kowadeł w conertowskiej kuźni?
dlaczego człowiek zniszczył, co sam budował?
czy tylko dlatego, że w twardszym języku?
zastąpił dwory szafami z betonu,
osuszył stawy, pozamykał młyny.
I pozostali ostatni świadkowie:
drzewa, młyn IV, pawilon parkowy.
niemi, ale wymowni piękna Przymorza,
gdy zwało się jeszcze Conradshammer.
Park w mieście
Już nie miasto, choć
w nim się mieści.
A do natury dzikiej
jeszcze dalej.
Park.
Miasto wokół wciąż słyszalne,
ale nie głuszy
śpiewu co wśród drzew
do uszu ludzkich dobiega.
----------------------------
Nie spiesz się człowieku
tu można spocząć,
duszę swą ukoić
od miasta się odgonić.
Zawieszony w dwu-świecie
wśród natury w mieście
istniejesz ...
Ale potem wrócisz,
by znowu żyć w biegu.
... Zwolnij ...
w nim się mieści.
A do natury dzikiej
jeszcze dalej.
Park.
Miasto wokół wciąż słyszalne,
ale nie głuszy
śpiewu co wśród drzew
do uszu ludzkich dobiega.
----------------------------
Nie spiesz się człowieku
tu można spocząć,
duszę swą ukoić
od miasta się odgonić.
Zawieszony w dwu-świecie
wśród natury w mieście
istniejesz ...
Ale potem wrócisz,
by znowu żyć w biegu.
... Zwolnij ...
niedziela, 6 maja 2012
Halny!
No sorry chłopaki, musiałem !! ;) xD
Polny zając biegnąc polem
Holny poczuł w między uszy.
Pędził kurwa tak… uciekał!
Skręcił nóżkę gdy wpadł w dołek!
wtorek, 1 maja 2012
improwizacje będące reakcją na niespodziewaną wizytę ludzi nie-stąd
drogi - jak my - człowieku witaj
na naszej ziemi to planeta nasza
tu się urodziliśmy stąd pochodzisz
jesteś - jak my - człowiekiem
oto wspólnego dorobku skarbnica
więcej w niej nie zmieścisz siadaj
wiary i rozumu dawno przekroczona granica
której nie było nikt jej nie stawiał
co robić pytasz w tej właśnie epoce
rób tylko to na co masz ochotę
działanie wszelkie wbrew duszy popędom
skutkować będzie niechybnym obłędem
a takie wszelako skutki są krzywdą
dla ciebie i dla mnie prędko nie znikną
w jednej chwili umierasz i w jednej zostajesz
tak długo jak liter i wyrazów zwoje
oraz jak pamięci zbadanej podwoje
twoich zwolenników lub tych którym dajesz
co masz czego nie masz zdobędziesz
na tronie własnym jak cesarz zasiądziesz
nad życiem swoim pochylisz się snadnie
i karcić będziesz tych co ciebie karcą
czekając przez lata aż kropla łzy spadnie
sam dojdziesz do wniosku że niezłą to farsą
na naszej ziemi to planeta nasza
tu się urodziliśmy stąd pochodzisz
jesteś - jak my - człowiekiem
oto wspólnego dorobku skarbnica
więcej w niej nie zmieścisz siadaj
wiary i rozumu dawno przekroczona granica
której nie było nikt jej nie stawiał
co robić pytasz w tej właśnie epoce
rób tylko to na co masz ochotę
działanie wszelkie wbrew duszy popędom
skutkować będzie niechybnym obłędem
a takie wszelako skutki są krzywdą
dla ciebie i dla mnie prędko nie znikną
w jednej chwili umierasz i w jednej zostajesz
tak długo jak liter i wyrazów zwoje
oraz jak pamięci zbadanej podwoje
twoich zwolenników lub tych którym dajesz
co masz czego nie masz zdobędziesz
na tronie własnym jak cesarz zasiądziesz
nad życiem swoim pochylisz się snadnie
i karcić będziesz tych co ciebie karcą
czekając przez lata aż kropla łzy spadnie
sam dojdziesz do wniosku że niezłą to farsą
piątek, 20 kwietnia 2012
o Polsce
kiedy niebo zabłyśnie łuną
i spalin przybędzie
będę daleko
lecz skończy się piekło
czy wrócę
gdybym jednak nie wrócił
to przez dziewczynę
rodem z drugiego kręgu
tak biblijnie złączeni
w naszym ogrodzie
opowiadał jej będę o Polsce
i spalin przybędzie
będę daleko
lecz skończy się piekło
czy wrócę
gdybym jednak nie wrócił
to przez dziewczynę
rodem z drugiego kręgu
tak biblijnie złączeni
w naszym ogrodzie
opowiadał jej będę o Polsce
czwartek, 19 kwietnia 2012
Czy nie zapomniałaś mnie?
Czy nie byliśmy sobie spisani?
Wstęgą losu związani,
umierający osobno
w krzykach elegii.
Amen,
powtarzając wciąż.
Czy nie byliśmy sobie pisani?
Szeptem wiatru i strumyku szemraniem.
Upadli, wierni sobie tylko.
Czy nie zapomniałaś mnie?
Jak ja Ciebie kiedy miłości
mówiłem: nie.
Głupie serce...
Czy nie byliśmy sobie spisani?
Wstęgą losu związani,
umierający osobno
w krzykach elegii.
Amen,
powtarzając wciąż.
Czy nie byliśmy sobie pisani?
Szeptem wiatru i strumyku szemraniem.
Upadli, wierni sobie tylko.
Czy nie zapomniałaś mnie?
Jak ja Ciebie kiedy miłości
mówiłem: nie.
Głupie serce...
środa, 18 kwietnia 2012
Flamingi
W ten świat różowy
Flamingi wleciały
Nie bojąc się skrzydeł
Zapodać do zgody
Do zgody przepełnej
Jak z ręki są jednej
Tak z jednej wody czerpią
Z tej wody obfitej
W zielenie glonowe
Mięczaki muszlowe
Różowa potęga
Z tej dłoni jedynej
W milionach ma siłę
A nie w pojedynek
Cudowny to wzorzec
W różowej przestrzeni
Dla nawet małp gangów
Owiec, kaczek, krokodyli
Więc z nadzieją
Na to czekam
Na to piękno jednościowe…
I czekając się pocieszę
Opuszczając na nos orli
Okulary! Te różowe!
wtorek, 3 kwietnia 2012
Złudzenie
To nie życie płata figle
Lecz my życiu
Zamiast śmiało patrzeć w przyszłość
My w ukryciu
Ktoś poczyni wielkie kroki
I już w nogę
Zanim ujrzy brylant drogi
Gubi drogę
środa, 28 marca 2012
Nurt
Z wina nurtem dopływam do portu
Gdzie sen szczęśliwy i ból nóg przechodzi
Z tym nurtem na zawsze chcę płynąć przez życie
W nim prawdę dojrzę, nie okłamie mnie barwa
Zachęca ta prawdą jak słowo z ambony
Zwłaszcza gdy mowa o nurcie czerwonym
Czerwień krzepnie jak z krwi rana
I pokrzepia duszę mętną
Humor rzuca fala wezbrana
Tak to widzę z łykiem większym
Choć spokojnie to nie pęta
Zdrowia doda – plusem największym
Jestem poetą
Jestem
poetą młodym,
pogubionym
i odnalezionym.
Zniszczonym
przez życia bieg
i
szczęścia niedomiar.
Zasypiam
codziennie by budzić się
w
poczuciu bezcelowości,
by
zapominać słów, które
miałem
wypowiedzieć...
Nie
umiem jak kiedyś,
patrzeć
spokojnie na gór wierzchołki,
jadąc
pociągiem.
Muszę
uciekać, szukać, gnać...
Nie
wiem gdzie, nie wiem dlaczego-
jestem
poetą.
Chciałem
jakoś... tak po prostu zająć się sobą,
opisać
to wszystko, by później zapomnieć.
Słów
mi zabrakło,
definicje
zatarły znane mi znaczenia,
nie
potrafię odnaleźć się w rzeczywistości,
którą
przekraczam codziennie.
Przestałem
cokolwiek znaczyć,
wpływać
na świat, niejako umarłem.
Jestem
poetą, choć dzisiaj,
nic
to już nie znaczy.
"Poezja
nie ma już żadnego znaczenia...
Ludzie jej nie potrzebują.
Poeci są na wymarciu, nie rodzą się nowi.
Przestańmy pisać, zanim wypiszemy się całkowicie
i nie ostanie się z nas już nic."
Ludzie jej nie potrzebują.
Poeci są na wymarciu, nie rodzą się nowi.
Przestańmy pisać, zanim wypiszemy się całkowicie
i nie ostanie się z nas już nic."
środa, 21 marca 2012
pierwszy dzień wiosny
tak - pierwszy dzień wiosny
skowronki jak zwykle od rana
już wzięły się w garść
wywołują młode przebiśniegi
czekające w kolejce
panny już zmieniły na-strój
na uporządkowanie wnętrz
nikt nie ma czasu
w jeszcze szarym lesie
liście od jesieni plączą się pod nogami
aż trudno je oderwać
od mokrej podeszwy
wszystkich irytuje
wiatr co dmucha prosto w oczy
i porywa czapki by ktoś je potem mógł łapać
skowronki jak zwykle od rana
już wzięły się w garść
wywołują młode przebiśniegi
czekające w kolejce
panny już zmieniły na-strój
na uporządkowanie wnętrz
nikt nie ma czasu
w jeszcze szarym lesie
liście od jesieni plączą się pod nogami
aż trudno je oderwać
od mokrej podeszwy
wszystkich irytuje
wiatr co dmucha prosto w oczy
i porywa czapki by ktoś je potem mógł łapać
niedziela, 18 marca 2012
Wielkopostny
Chcę odzyskać swoją duszę
Co ostatnio tak hulała.
Wyjść na prostą w okres postu.
Za grzech ponieść wręcz katusze.
Trudno spostrzec w sobie drzazgę
Co na belkę się poskłada.
Miękko gładko zeszlifować
Zdeptać flekiem i zostawić miazgę.
Z pozorami walkę zdzierżyć
Chce odzyskać swe modlitwy
Tak jak dawniej się toczyły
Żeby z niebem w niebo wierzyć
To, co dawne
To, co dawne - piękne było,
Piękne jest i piękne będzie.
To współczesne - brud, odraza
Wśród pomników piękna - skaza.
Ludzki gust czy też bezguście
Winne temu porządkowi.
Kiedyś - dech w piersi zapierał
Widok, co dziś mnie rozdziera,
Kiedyś - oczy sycić do pełności
Dzisiaj wzrok tylko opuszczam
Bo już patrzeć, czuć, smakować
Jak trucizna, jak choroba.
Chciałbym, chciałbym kiedyś wrócić
Dotknąć, wąchać i zatonąć...
Spacerować uliczkami,
Albo w lesie, pod drzewami
Skradać się słysząc szum wody,
Konnych kopyt uderzanie...
Lecz z przodkami nie pogadam,
Sny na półkę gdzieś odkładam...
Piękne jest i piękne będzie.
To współczesne - brud, odraza
Wśród pomników piękna - skaza.
Ludzki gust czy też bezguście
Winne temu porządkowi.
Kiedyś - dech w piersi zapierał
Widok, co dziś mnie rozdziera,
Kiedyś - oczy sycić do pełności
Dzisiaj wzrok tylko opuszczam
Bo już patrzeć, czuć, smakować
Jak trucizna, jak choroba.
Chciałbym, chciałbym kiedyś wrócić
Dotknąć, wąchać i zatonąć...
Spacerować uliczkami,
Albo w lesie, pod drzewami
Skradać się słysząc szum wody,
Konnych kopyt uderzanie...
Lecz z przodkami nie pogadam,
Sny na półkę gdzieś odkładam...
czwartek, 8 marca 2012
Przyjazny
Jak dobrze czuć się dobrze
I szczęścia komuś dać
Kto smutny i strapiony
Aż czeka żeby brać.
A bierz! Mój przyjacielu.
A radość sprawisz mi
Gdy uśmiech na twej twarzy
Jak potok zacznie lśnić.
Przyjaźni mojej siła
W prostocie jasno tkwi
Kto zranić się odważy
Polecą litry krwi.
środa, 7 marca 2012
modlitwa
wciąż popadam w odrętwienie
w paranoję
wzlot nad umysł gdzie marzenie
tym się koję
błędne słowa błędne rymy
do raju droga
to nie tam gdzie my patrzymy
czy do Boga
czemu klękać na kolana
kiedy w górze
ta niebiańska jest polana
w gwiezdnym chórze
czemu dumnie nie wygłosić
marzeń które
zamiast wciąż ukryte nosić
wzlecą w górę
skryj marzenie pod drżeń sumą
i się nie wydarzy
by móc potem ujrzeć z dumą
człowieka bez twarzy
w paranoję
wzlot nad umysł gdzie marzenie
tym się koję
błędne słowa błędne rymy
do raju droga
to nie tam gdzie my patrzymy
czy do Boga
czemu klękać na kolana
kiedy w górze
ta niebiańska jest polana
w gwiezdnym chórze
czemu dumnie nie wygłosić
marzeń które
zamiast wciąż ukryte nosić
wzlecą w górę
skryj marzenie pod drżeń sumą
i się nie wydarzy
by móc potem ujrzeć z dumą
człowieka bez twarzy
poniedziałek, 5 marca 2012
Wędrówka
Idę bez celu, nie
Myśląc o nim wcale
Wędruje, bo tak chcę,
Bo tak mi dyktują
Nogi me.
Lecz nie tylko w ruchu
Wędruje człowiek.
Rozwój umysłu także
Jest krokiem. Oby
Do przodu
Zabawna w wierszu
Jest miła myśl.
Wędrówki piórem po karcie
Został po mnie ślad.
Trochę trwalszy.
Gdańsk, 4 marzec 2012
Myśląc o nim wcale
Wędruje, bo tak chcę,
Bo tak mi dyktują
Nogi me.
Lecz nie tylko w ruchu
Wędruje człowiek.
Rozwój umysłu także
Jest krokiem. Oby
Do przodu
Zabawna w wierszu
Jest miła myśl.
Wędrówki piórem po karcie
Został po mnie ślad.
Trochę trwalszy.
Gdańsk, 4 marzec 2012
sobota, 3 marca 2012
Ballada o poecie
Siedzi poeta nad rzeki brzegiem
I patrząc
natchnienia szuka
Spogląda w górę – ptaki na niebie
Zagląda w
mieszkanie żuka.
Podchodzi doń ów inny poeta
Złodziejem
znany jest tutaj
I do poety szepce tak oto
„Zgubiłem poezji
nutę.”
Pierwszy poeta wstaje i szuka
A drugi
poeta siada
Znalazł natchnienie – poezji nutę
I znika pod
białym niebem.
Pierwszy oburza się na drugiego
Że ten mu sprzątnął
sprzed nosa
To czego przecie ten pierwszy szuka
Nad głową
bzyknęła osa.
Siada nad brzegiem rzeki poeta
I znowu
patrzy naprzeciw
I myśli sobie, że pora nie ta
I myśli –
wiersza nie skleci.
Lecz właśnie sklecił, choć sam nie wiedział
Jak to się
stało sam nie wie
Spogląda w dołek – tam widzi żuka
A w górze –
ptaki na niebie.
Przemyślenia - ja
Ucichłem, oddaliłem się,
Zdystansowałem i ukryłem
Siebie, Swoje wnętrze.
Szukam w tym pomocy,
O ratunek duszy wołam.
Podejmując walkę.
Walkę z decyzjami
I dawnymi wyborami.
Szukam drogi.
Drogi do Boga,
I drogi do ludzi,
I do siebie.
Odnaleźć, odkryć,
Przedstawić, odtajnić,
Kim jestem.
Zdystansowałem i ukryłem
Siebie, Swoje wnętrze.
Szukam w tym pomocy,
O ratunek duszy wołam.
Podejmując walkę.
Walkę z decyzjami
I dawnymi wyborami.
Szukam drogi.
Drogi do Boga,
I drogi do ludzi,
I do siebie.
Odnaleźć, odkryć,
Przedstawić, odtajnić,
Kim jestem.
środa, 29 lutego 2012
Ideał
Ludzie są i tacy
i tacy ludzie
Dla ideału walczyć gotowi.
Czyniąc pod wiatr żabi skok.
Ludzie
myśląc nie śpią;
Za
głowę się łapią…
Czy to szczęście, że ideał jest tylko jeden?
cztery zdania
dziś nawet swój portret
nie warto wieszać
przecież ... nie ma pewności
że po śmierci nie znikniesz
w schowku na buty
swojej twarzy nie ujrzysz z wysoka
być może kiedyś sobie przypomną
o wielkiej epoce, bajkowych nocach
i westchną o mnie
pamiętając smak owoców...
odrzucam więc uwiecznione
tępe spojrzenia chłopców
utkwione w dziewczęta w autobusie
chcę tylko na chwile zatrzymać się
a nie przez cały czas stać
odbierając prysznic od aniołów.
nie warto wieszać
przecież ... nie ma pewności
że po śmierci nie znikniesz
w schowku na buty
swojej twarzy nie ujrzysz z wysoka
być może kiedyś sobie przypomną
o wielkiej epoce, bajkowych nocach
i westchną o mnie
pamiętając smak owoców...
odrzucam więc uwiecznione
tępe spojrzenia chłopców
utkwione w dziewczęta w autobusie
chcę tylko na chwile zatrzymać się
a nie przez cały czas stać
odbierając prysznic od aniołów.
wtorek, 28 lutego 2012
Logos
Logos wypowiedziane ckliwie
Ocalone, bo spisane chciwie.
Odnajduję w gruzach szczątki
Tam są prawdy – poezji zaczątki.
Czekam na chwilę gdy
Ktoś odnajdzie moje szczątki
Zajrzy w spisane logos
Doceni w prostocie…
poniedziałek, 27 lutego 2012
Komentarz
„Straszny bies” się często wkrada
Zerwikaptur pisze przecie,
Bo to życia smutna prawda
Gdy się z wiarą chybocecie.
Raz na oklep , raz na oślep
Co tu gadać – olaboga
Trzeba coś od siebie dać
Żeby spełnić wolę Boga.
Skrzyżowanie
Ciągłe życie na rozstaju,
Wiecznie skrzyżowanych dróg,
Rzeka z tysiącami strug,
Dylematów samych skraju.
Krąg wyborów nieustannych,
Skoków w przepaść, w dżunglę błędów,
Przymusowych zdań i sądów,
Kroków bardzo niepotrzebnych.
Strach zabiera pewność woli,
Profetyczne wizje mnoży,
Dusza bóle swoje sroży,
Dosypując w rany soli.
Bruździ wszędzie straszny bies,
Co pomaga losu rafom,
I popycha nas na szafot,
Oto pewność życia jest!
Wiecznie skrzyżowanych dróg,
Rzeka z tysiącami strug,
Dylematów samych skraju.
Krąg wyborów nieustannych,
Skoków w przepaść, w dżunglę błędów,
Przymusowych zdań i sądów,
Kroków bardzo niepotrzebnych.
Strach zabiera pewność woli,
Profetyczne wizje mnoży,
Dusza bóle swoje sroży,
Dosypując w rany soli.
Bruździ wszędzie straszny bies,
Co pomaga losu rafom,
I popycha nas na szafot,
Oto pewność życia jest!
piątek, 24 lutego 2012
Grzeszny autoportret
I znów i wciąż upadam,
w odmęty zła i nienawiści.
I Boga nic nie słucham,
czekam, aż Sąd się ziści.
Wiary nie mogę odnaleźć,
dogmaty w głupstwa obracam.
Bogu nie mogę zawierzyć,
z Księciem Otchłani się bratam.
Choć Pismo Święte czytam,
do kościoła w niedzielę chodzę.
W mrok niewiary się staczam,
w pychę bezdenną schodzę.
Lecz może nie wszystko stracone,
wystarczy członki wytracić.
Ze wstrętem odrzucić na stronę,
chwasty swej duszy wypalić.
O wy Anieli tam w Niebie,
co nigdy nie upadacie!
Czystość waszą wielbię,
z Bogiem się kochacie.
I wy święci Stworzyciela,
cherubiny tej Ziemi.
I Ty Matko Zbawiciela,
w obrazach naszych sieni.
Wy co w miłości trwaliście,
o duszę grzesznika walczycie.
Królowi służyć chcieliście,
dajcie modlitwy choć tycie.
Bo człowiek istotą jest słabą,
więcej niż trzykroć upada.
Tłumaczy się wiekiem i wadą,
od Dobra myśli oddala.
Lecz w ludziach jest boski drogowskaz,
w Raju jeszcze nadany.
Do Nieba zdąża na rozkaz,
na naszą wolę jest zdany.
Znów chcę Ojcu zawierzyć,
pod skrzydła Jego powrócić.
Zbawiennego celu dobieżeć,
Grzechy swoje odrzucić!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
