zapodziane kosmate nieubrane
myśli w mojej głowie burzą się wezbrane
krzyczą do mnie milionami głosów
doprowadzając mnie do osiwienia włosów
sumą lęków każde tchnienie
spokój niebyłe marzenie
sumą strachów każdy dzień cholerny
bo jaki Pan tak i kram felerny
myśli orbitują w przestrzeni morza
wżynając się w serce mózg jak cięcia noża
i znikąd ratunku przed własnym cieniem
sen wieczny będzie Ci wytchnieniem
sobota, 18 lutego 2012
piątek, 17 lutego 2012
Wiersz samotnych
Staram się żyć normalnie,
codziennie dostając pierdolca.
Nie rozglądam się na boki,
idąc tą pustą ulicą.
Za dużo wspomnień z Tobą,
za dużo piosenek...
Choć muzyka mnie cieszy,
żaden walc liryczny
nie bije pięknem, jak wtedy gdy z Tobą był słuchany.
Staram się żyć normalnie,
wspólnych nocy próbuję nie pamiętać;
chociaż wiem, że nie potrafię.
Jak stare melodie
uparcie powracają, niszcząc sen.
Codziennie idąc pod wiatr,
słyszę Twój szept:
nieistniejący, mało dokładny...
Jeszcze żyję, czy to śmierć już?
Staram się nie- żyć normalnie
jak każdy porządny trup.
Ileż można umierać?
Codziennie na nowo, jakby feniks?
Jeśli mam nim być,
dajcie mi skrzydła czerwone!
Odlecę, ucieknę do Szeolu!
Zostanę tam gdzie moje miejsce,
nie będę niszczyć tej Ziemi.
Staram się nie- żyć normalnie,
ale ktoś mi to wciąż utrudnia.
Może to po prostu ja?
Pogubiony, martwy... ktoś.
Ktoś próbujący poukładać
swoje nie- życie spisane
w kilkuset wersach,
gdzie jego kawałek świata,
nie- żyje dłużej niż ja...
codziennie dostając pierdolca.
Nie rozglądam się na boki,
idąc tą pustą ulicą.
Za dużo wspomnień z Tobą,
za dużo piosenek...
Choć muzyka mnie cieszy,
żaden walc liryczny
nie bije pięknem, jak wtedy gdy z Tobą był słuchany.
Staram się żyć normalnie,
wspólnych nocy próbuję nie pamiętać;
chociaż wiem, że nie potrafię.
Jak stare melodie
uparcie powracają, niszcząc sen.
Codziennie idąc pod wiatr,
słyszę Twój szept:
nieistniejący, mało dokładny...
Jeszcze żyję, czy to śmierć już?
Staram się nie- żyć normalnie
jak każdy porządny trup.
Ileż można umierać?
Codziennie na nowo, jakby feniks?
Jeśli mam nim być,
dajcie mi skrzydła czerwone!
Odlecę, ucieknę do Szeolu!
Zostanę tam gdzie moje miejsce,
nie będę niszczyć tej Ziemi.
Staram się nie- żyć normalnie,
ale ktoś mi to wciąż utrudnia.
Może to po prostu ja?
Pogubiony, martwy... ktoś.
Ktoś próbujący poukładać
swoje nie- życie spisane
w kilkuset wersach,
gdzie jego kawałek świata,
nie- żyje dłużej niż ja...
czwartek, 16 lutego 2012
Subskrybuj:
Posty (Atom)