środa, 18 grudnia 2013

Mechanika

Zbudził mnie raz moment z rana
ten, co na belce tnącej odpowiada.
Ramię jego silne, w dali skryty
już początek. A mnie w ślad za
strzałką moment ciągnie.

-Gdzież mnie zabierasz, przyjacielu
miły?. Nic nie odpowie. Widać, że
w zakręcie będąc uszy mu przyschły.
Wiec skoro rozmówców innych mi brak,
rozglądam się wkoło, by się zorientować,
gdzieżby w tej krainie układ współrzędnych
mógł się schować.

Patrzę i w zdziwieniu oczy wielkim
oczy przecieram. Bo oto z prawej
mej strony, linia wpływu kręta jak
cholera, zagmatwana i spłatana.
Nic z niej student biedaczyna
nie zdoła odczytać.

Czyżbym zwidy miał? Tylko
nie pamiętam z czego wynikać
by mogły. Narkotyków żadnych
już miesiąc nie brałem, a wczoraj
z wieczora jeno trzy ćwiercie czystej
łyknąć żem podołał, bo sen mnie zmożył,
bo tak to już bywa, gdy przed kolokwium
tylko godziny snu się zażywa.

Nie to nie sen, ni halucynacje.
To świat mechaniki ogólnej
z władztwem absolutnym
rady trzech, z których najwyżej
stoi tan, co z Góry pseudonimu
zażywa. Kolejnych dwóch z imienia
wymienić mi nie wypada, lecz wiedzcie,
że choć niżej w radzie, to ich głos
samych wyżyn sięga.

Lecz nie czas tu na dygresje,
czuję, że zwalnia ma podróż
w tej przedziwnej krainie.
Pełnej niezrozumień, kratownic
i wszelkiej rzeczy, której nikt z braci
studenckiej widzieć już nie zechce.

Bo dość już nam tej drogi.
Skończyć już tu trzeba.
Niestety z puenty nici.
Choć jeszcze dodam słowo dla osłody.

Tam gdzie samotnie nic zdołać
się nie uda, tam powinna braterska
jedność wśród studentów budownictwa
zapanować. Bo gdy się zbierzemy w jedną
siłę znaczną, to nie ma góry co by się
takiemu naprężeniu mogła podołać.