piątek, 24 lutego 2012

Grzeszny autoportret

I znów i wciąż upadam,
w odmęty zła i nienawiści.
I Boga nic nie słucham,
czekam, aż Sąd się ziści.

Wiary nie mogę odnaleźć,
dogmaty w głupstwa obracam.
Bogu nie mogę zawierzyć,
z Księciem Otchłani się bratam.

Choć Pismo Święte czytam,
do kościoła w niedzielę chodzę.
W mrok niewiary się staczam,
w pychę bezdenną schodzę.

Lecz może nie wszystko stracone,
wystarczy członki wytracić.
Ze wstrętem odrzucić na stronę,
chwasty swej duszy wypalić.

O wy Anieli tam w Niebie,
co nigdy nie upadacie!
Czystość waszą wielbię,
z Bogiem się kochacie.

I wy święci Stworzyciela,
cherubiny tej Ziemi.
I Ty Matko Zbawiciela,
w obrazach naszych sieni.

Wy co w miłości trwaliście,
o duszę grzesznika walczycie.
Królowi służyć chcieliście,
dajcie modlitwy choć tycie.

Bo człowiek istotą jest słabą,
więcej niż trzykroć upada.
Tłumaczy się wiekiem i wadą,
od Dobra myśli oddala.

Lecz w ludziach jest boski drogowskaz,
w Raju jeszcze nadany.
Do Nieba zdąża na rozkaz,
na naszą wolę jest zdany.

Znów chcę Ojcu zawierzyć,
pod skrzydła Jego powrócić.
Zbawiennego celu dobieżeć,
Grzechy swoje odrzucić!

czwartek, 23 lutego 2012

Siedzę, rozmyślam

Siedzę ...
Rozmyślam ...
...Czas...
Czas wokół mnie płynie
Mija bez celu.

Co mam robić, maturzysta
Gdy mi chęci brak,
By z nauką być za pan brat
Czas...

Komputer zbyt długo używany,
Książki w ogóle nie otwarte,
Zadania nierozwiązane.
Czas...

Czemu nie znajduję go?
Kto niezdolność tę mi dał?
Czyżbym sam?
Czas...

Czas mi chyba pomyśleć
I wyciągnąć własny wniosek.
Interpretacji dokonać,
Zmiany wprowadzić
I czasu już zbytnio nie tracić.

Zdychamy


Po kolejce szóstej zdychamy serdecznie
Ręce opadły w bezwładzie niezręcznie
Trzymiemy się ledwie za stołu nogi
Czekając bezwiednie na pyszne pierogi

My nędzne dziatki za okrągłym spoczywamy
Nędznie wyglądając wiosny dość radośnie bełkotamy:
-O, rzadkości ikro wołów. Kwiecie tych niewieścich ról…
Płynie czas jak w rzece woda, przemywając rany ból.

środa, 22 lutego 2012

Bilard

Kul szesnaście na tym stole
Tak zostało podzielone
Na grup dwie po siedem bil
Jedną czarną dla zwycięzcy,
A ostatnią w biel ubraną
Zaprzęgnięto hen do gry.

Białą postaw w jednym z środków
Resztę ułóż po trójkącie
Czarną w środku numer dwa.
Odłóż trójkąt, graczy znajdź
Niech z nich jeden kija zgarnie
Wyceluje z białej bili i uderzy.

Na tym koniec jest.
Porządek zburzon już.
Teraz fart i dobre oko
To pozwoli na zwycięstwo.

Nie fizyka, ani kąty
Traf w biel z całych sił
Szansa jedna, czasem kilka
Wygrać partię w tym jest sens.

O zdrowiu słów kilka...

Czym jest zdrowie powiedz mi,
Czy to szczęście, czy przypadek?
Tylu ludzi wciąż choruje,
Choć też dużo w zdrowiu ma się.

Do szpitali wysyłają
Tam udają, że nas leczą,
Lecz tylko silni wyjdą z tego,
Silny umysł oraz ciało.

Zdrowie ma w swej pełnej krasie
Cechy dziwne oraz ważne.
Ten co wierzy, że uzdrowion
Wyjdzie i oby już nie wrócił.

Ważne dla pacjenta,
By miał często towarzystwo
I radości wiele w sercu
To jest zdrowie dla człowieka.

Pobyt w szpitalu

Szpital trzymał mnie przez tydzień
I uzdrowił, choć nie całkiem.
Biopsje nerki mi zamówił,
Lecz na szczęście po maturze.

Zaskoczenie i ma radość
O dość szybkim opuszczeniu
Tego przybytku zdrowotności
Sięga coraz wyższych szczytów

Mam od teraz nie chorować,
By przed czasem tu nie wrócić.
Dali mi zabójcze dawki,
Świństw co nie tylko leczą.

Są niestety mi potrzebne,
By me nerki nie wysiadły,
Jednak przytyć od nich mogę,
A nie ćwiczyć na wuefie.

Koniec wiersza kiedyś będzie,
Chyba w grobie pióro stanie.
Po tym więcej nie napisze,
Lecz coś po mnie pozostanie.

Sonet I "Zaczarowany"

w zwykłej prostocie, wszak jesteśmy tylko znajomymi,
ale ja tylko kolega, na prawdę, nikt więcej, tyle
trwałem odurzony w Twoim magicznym pyle
ale Ty, nieteraźniejsza, z oczami zaczarowanymi 

we wszystkim, co robiłaś, w dotyku Twych dłoni
ja myślący jedynie o Tobie, zgubiony w pożądaniu
chwil gdy razem ciało przy ciele, na jednym posłaniu,
ja myślący o miłości, o tym, co Cię do niej skłoni

dziś już szczęście jedynie bratem mojej duszy
przy Tobie, choć czasem tak nie idealnie
Twój głos muzyką, która koi moje uszy

kocham Cię tak po prostu, może i banalnie
jesteś skałą, w którą wierzę, jej nic nie ukruszy
zaczarowany Tobą trwam, może wręcz nachalnie

poniedziałek, 20 lutego 2012

Raczej


Między tramwajem a poligonem
Nawiedza mnie dies irae.
Kiedym się zezłościł?
Czasu upłynęło ile ?
Wyzbyć się tego muszę.

Raczej biec, niźli stać
Odwaga sił nam doda
Łzami się zalać ?
Czasem trzeba…
Czynić wszystko
Ad maiorem Dei gloriam

Między katedrą a teatrem
Układam nowe dzieło
Chce zostawić coś po sobie
Czytam, piszę i …
Dum spiro, spero.

koniec świata

Słońce i księżyc są w górze
Trzmiel nawiedza różę
Dzieci różowe się rodzą
Siwy staruszek, który nie jest prorokiem
przewiązuje pomidory
Uczniowie znają na pamięć wiersze Miłosza

Każdy wierzy, że ma zajęcia.

uśmiecha się
tylko na zdjęciach