Na wezbranie myśli jak potok czystej,
Czekam.
Przez drogę drzewami natężoną.
W śpiewie nie znam nuty pierwszej.
Głuchnę.
Przez szum pokusy najdzikszej.
Letnim listkiem zakrywam zmysły,
Przymierzam do ławki dłoń zwilżoną.
Tak tęsknię do mojej letniej ciszy.
Gdy była w kapliczce nienaruszoną.