Szpital trzymał mnie przez tydzień
I uzdrowił, choć nie całkiem.
Biopsje nerki mi zamówił,
Lecz na szczęście po maturze.
Zaskoczenie i ma radość
O dość szybkim opuszczeniu
Tego przybytku zdrowotności
Sięga coraz wyższych szczytów
Mam od teraz nie chorować,
By przed czasem tu nie wrócić.
Dali mi zabójcze dawki,
Świństw co nie tylko leczą.
Są niestety mi potrzebne,
By me nerki nie wysiadły,
Jednak przytyć od nich mogę,
A nie ćwiczyć na wuefie.
Koniec wiersza kiedyś będzie,
Chyba w grobie pióro stanie.
Po tym więcej nie napisze,
Lecz coś po mnie pozostanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz